Trenuję, czy jak kto woli – jestem na drodze japońskiego aikido. To moja fascynacja, która wypełnia znaczną część mojej codzienności. Długo zastanawiałem się jaki temat najbardziej zasługuje na pierwszy felieton. Dwa proste pytania rozwiązały mój dylemat. Po pierwsze: “Czy warto było poświęcać swoją energię i czas na trening aikido?”. Po drugie: “Czy sztuka walki może stanowić jakąś wartość w życiu?”. Bez wątpienia swojej pasji oddałem dużo… A co w zamian? Wydaje mi się, że profity są znaczne. Po 30 latach treningu wciąż jestem entuzjastycznym człowiekiem. Mogę cieszyć się empatycznym podejściem do ludzi, pozytywnym myśleniem i kreatywnością. Zasady i wartości, które są tłem sztuki aikido szlifują moje ego, wzmacniają charakter i najogólniej mówiąc rozwijają pozytywną osobowość. Czuję się też zdrowy i sprawny fizycznie, jestem pełen motywacji do tworzenia i działania, mam wspaniałą rodzinę i wzajemnie szanujące się grono znajomych i bliskich… Moi uczniowie są moimi przyjaciółmi. W trudnych momentach życia potrafię chłodno myśleć, mierząc swoje siły na zamiary… Mógłbym wymieniać więcej i więcej…
Tak więc, o tematyce artykułu przesądziły bonusy życia codziennego wynikające z bycia budoką. Zdecydowałem więc, że pierwszy numer pisma to dobra okazja do spojrzenia na aikido przez pryzmat mentalnych i filozoficznych źródeł, nie tylko kształtujących empatyczny charakter, ale budujących również pozytywne relacje społeczne i wspierających kreatywne działanie. Stąd też drogi czytelniku w niniejszym artykule nie będzie wiele w temacie skuteczności i samoobrony. Będzie za to o dobrodziejstwie, które kryje się w japońskich metodach, zasadach i tradycji budo. Walorach, które w dzisiejszych “jałowych” czasach sprawiają, że w szarej codzienności odnajdujemy pozytywne emocje, energię i uśmiech, a relacjom międzyludzkim nadajemy jakość. Niestety nie omieszkałem napisać również paru słów goryczy. W moim odczuciu ten gorzki fragment jest konieczny. Proszę traktować go jako mój osobisty apel, który być może stanie się przyczyną do dyskusji, głębszej refleksji, a przede wszystkim chęci zmiany tego co niszczy dzisiaj naturę człowieka.
Na początek trochę prywaty… Dlaczego wybrałem aikido? Gdy po raz pierwszy w latach 90-tych zetknąłem się z aikido właśnie kończyłem podstawówkę i rozpoczynałem naukę w szkole średniej. Mury szkoły podstawowej opuszczałem dosłownie głupi i niewyedukowany. Piszę o tym, bo ma to znaczenie. Gdzieś na mieście natrafiłem na czarno-biały, odbity na ksero plakat z informacją o naborze na aikido. Postanowiłem spróbować. Wówczas główną motywacją do podjęcia treningów była samoobrona i chęć poznania tajemniczych, japońskich technik walki. Dodatkowo inspirowały mnie wyczyny filmowe Stevena Seagala. Egzotyczność sztuki przejawiająca się w spontaniczności i swobodzie ruchów, tajemniczych dźwigniach i rzutach, obrona w myśl zasady “ustąp, aby zwyciężyć”… wszystko to skutecznie zaczarowało mnie, pobudziło moją motywację i potrzebę do poznania tej sztuki walki. Zwrócę uwagę, że w przeciwieństwie do obecnych potrzeb treningowych, wówczas niska sprawność fizyczna nie była problemem. Młodzi ludzie nie podejmowali treningu sztuki walki, żeby ratować kondycję, redukować tkankę tłuszczową, czy przystosowywać się społecznie itp… Jestem jeszcze z pokolenia, które wychowywało się na podwórku, gdzie większość była sprawna fizycznie, pewna siebie, bez kompleksów i lęków przed wysiłkiem fizycznym oraz z potrzebą kontaktu z innymi ludźmi. W porównaniu z dzisiejszymi “czasami” na pewno było inaczej, lepiej. Przyczyny tamtego stanu rzeczy są oczywiste. Czas wolny aktywnie spędzany godzinami na świeżym powietrzu, dawał gwarancję prawidłowej ogólnej sprawności ciała i optymalnej wydolności fizycznej. Poza tym nie było “klikania” w telefony i “garbienia się” przed komputerem. Za dzieciaka szukaliśmy wrażeń w mniej lub bardziej głupich, ale kreatywnych grach i zabawach… Rozwój stymulowały naturalne bodźce i co ważne, płynące przede wszystkim ze spontanicznej aktywności fizycznej. Do domu wracaliśmy często brudni i poobijani, ale jednocześnie jakby emocjonalnie zresetowani, bo wolni i szczęśliwi. Każdy dzień był inny. Czas nie pędził, upływał naturalnie bez poczucia jego braku. Dzisiaj jest inaczej. Mało jest miejsc, osiedli, placów gdzie dzieciaki swobodnie spędzają czas wolny na twz. podwórku. Szczególnie ma to miejsce w dużych i średnich miastach. Doczekaliśmy się czasów gdzie, żeby dzieciak “poruszał się” musi mieć zaplanowane zajęcia “od-do” i nadzór instruktora. Co więcej, młody człowiek nie może liczyć na to, że będzie mógł bezinteresownie bawić się ruchem. Zapisując się do klubu, w pewnym sensie wchodzi w system. Udział w zajęciach jest ramowy i zazwyczaj wiąże się z jakąś presją np. oczekiwaniami rodziców. No i najlepsze… Zdobywanie umiejętności i sprawności bezwarunkowo musi być potwierdzona “elitarnymi” dyplomami i certyfikatami. Coraz częściej mam wrażenie, że sam trening i umiejętności liczą się mniej niż przynależność do klubu, która często jest celem samym w sobie, jedynym. Chyba warto więc zatrzymać się i nieco zastanowić… Ale wracając do mojej drogi w budo. Po dwóch latach systematycznych treningów aikido stał się cud, nastąpił przełom w moim podejściu do edukacji szkolnej. Z idioty, który nie przeczytał ani jednej książki stawałem się wybitnym uczniem i z dużą wiedzą. W efekcie moja matura zakończyła się z bardzo dobrą oceną średnią. Podobnie było na studiach, gdzie rokrocznie byłem stypendystą naukowym. Być może przyszedł wówczas tzw. mój czas i dojrzałem emocjonalnie do potrzeby zdobywania wiedzy, a być może to właśnie systematyczny trening aikido i obecność w dojo wyzwoliły we mnie potrzebę samodoskonalenia i dały dodatkową motywację.
Czas na słowa goryczy. Świat nieustannie rozwija się. Dzisiaj tempo życia jest ogromne, a postęp wręcz gna. Każdej nowince towarzyszą przymiotniki: szybciej, łatwiej, wygodniej… Zdecydowana większość udogodnień opiera się na nowoczesnej technologii i coraz częściej z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Ale co tak naprawdę ma z tego człowiek, społeczeństwo, ludzkość? Co pozytywnego ma organizm, którego rozwój i funkcjonowanie powinny opierać się na aktywności fizycznej i zdrowym odżywianiu. Jak stymulowany będzie ogromny biologiczny potencjał, w którym drzemią naturalne instynkty i biologiczne potrzeby? Dlaczego wrzucam te “wywody”? Bo dosłownie czuję ból, gdy widzę jak na własne życzenie, stopniowo, krok po kroku świadomie niszczymy naturę człowieka, nasze instynkty i wartości. Z tego punktu widzenia, nawet apokaliptyczne wizje zagłady ludzkości i proroctwa o przejęciu globu przez sztuczną inteligencję stają się jak najbardziej realne. Bo jak ma sobie poradzić człowiek, który będzie słaby właściwie pod każdym względem, zarówno fizycznym jak i psychicznym? Uzależniony od urządzeń i napędzany “cyfrowymi” emocjami. Już teraz wszechobecne są wpatrzone w telefon “zombie”. Bez kontroli swojego bezpieczeństwa, bez świadomości zagrożeń idą, prowadzą samochód, jedzą, nawet randkują… przykuci do małego ekranika smartfona. Jest multum takich paranoicznych sytuacji. Osobiście nie potrafię zrozumieć dlaczego np. mąż składa swojej żonie życzenia urodzinowe robiąc to przez media społecznościowe i na dodatek z drugiego pokoju wspólnego mieszkania. Problem przechodzi w instytucje. Proszę zwrócić uwagę, że coraz częściej uczniowie w czasie lekcji w szkole mogą korzystać z telefonu. Gdyby jeszcze szukali w nich informacji w temacie przedmiotu… Oczywiście, że tak nie jest. Telefon służy do rozrywki. Grają, oglądają, czatują itp… O ścianę można rozbić wołanie nauczycieli o pomoc, o interwencję. Tak chcą i dzieci, i rodzice. Kropka.
Z drugiej strony bombarduje nas ignorancja i brak autorytetów. Przestajemy interesować się historią, zapominamy o dziełach naszych przodków, nie doceniamy ich wiedzy i umiejętności, które rozwijane były przez kilkanaście stuleci i notabene przetrwały do dziś. Co więcej, ci co mają tradycyjne hobby często są jeszcze szykanowani przez twardogłowych, którzy uzurpują sobie prawo do ich wolności i wyboru sposobu spędzania czasu wolnego. Sztuczna inteligencja to bez wątpienia przyszłość, ale też przerażająca siła wyjaławiającą człowieka z tożsamości i emocji, sprawności ciała, charakteru i siły woli, wartości moralnych, kultury i tradycji. Śmiało mogę postawić tezę, że styl życia współczesnego człowieka idzie w kierunku konsumpcji, zdobywaniu pieniędzy i wpływów… Mam wrażenie, że dzisiaj inwestujemy w skuteczność życia polegającą na sprycie i cwaniactwu. Często kosztem domu, rodziny, miłości i przyjaźni… Jesteśmy świadkami tego, że czas stał się wartością samą w sobie. Nie można go tracić. Wszystko musi odbyć szybko, bez czekania, najlepiej natychmiast. Nawet kosztem relacji i przyjaźni. Pozytywne myślenie i wewnętrzny spokój to abstrakcja, psychologiczna teoria. Co więcej utrwalił się pogląd, że dzisiejszy świat taki już jest, pędzi do przodu bez możliwości wpłynięcia na ten stan rzeczy. Tymczasem wewnątrz stajemy się coraz bardziej prymitywni. Ważnym i wyjątkowym jest ten, kto ma dużo pieniędzy, “wypasiony” samochód i ekstremalnie drogi dom… Człowiek mentalnie dziczeje, a fizycznie uwstecznia się i staje się leniwy. Cóż, leniwy i słaby, ale w dostatku i wygodzie… Show biznes, różne “cudowne” urządzenia i technologie, ale przede wszystkim media również dotknęły środowisko sztuk walki. Komercja i sportowe podejście skutecznie podzieliły sztuki walki na “lepsze” i “gorsze”, a zmienione w show tzw. walki “bez zasad”, wypierają z mediów piękno technik tradycyjnych sztuk walki. Proszę zauważyć, że “chaotyczna” walka dwóch influencerów (najczęściej nie mających zielonego pojęcia o technice i taktyce walki) cieszy się większą oglądalnością, niż perfekcyjny pokaz mistrza, który od kilkudziesięciu lat, dzień w dzień, szlifuje swoje rzemiosło. Kto ma więcej do zaoferowania!? Coraz częściej kultowe dojo kojarzy się ze zwykłą salą treningową, gdzie główną miarą treningu jest skuteczność walki. Zakończę ten smutny akapit dygresją. Otóż parę lat temu w Kołobrzegu (gdzie mam swoją szkołę) moją uwagę przykuła głośna muzyka techno łupiąca z dojo. “U-pa, u-pa, u-pa…” zajrzałem i wbiło mnie w glebę… Na sali ćwiczyli ludzie z tradycyjnej szkoły walki. Być może był to wyjątek od reguły, niemniej jednak jeszcze do niedawna w żadnej dalekowschodniej sztuce walki nie było mowy o takim “uatrakcyjnianiu” zajęć… Degradacja klimatu i atmosfery zajęć w dojo, brak reigi… Pozostawiam to bez dłuższego komentarza.
W sztukach walki nie wystarczy być sprawnym i dobrym technicznie. Mistrzostwo cechuje silna osobowość i charakter. Niestety to dodatkowy worek, który nie każdy człowiek chce nosić na swoich plecach. Myślę, żę nic złego nie wydarzy się jeśli treningowi towarzyszyć będzie kultura i tradycja. Patrząc holistycznie, niektóre z wartości są ważniejsze, inne mniej. Zdarza się, że nawet dla niektórych “mistrzów” wspomniany worek jest zbyt ciężki. Wszystko zależy od wychowania, ego i spojrzenia na świat wartości. Tak jak w życiu, dla jednych najbardziej istotna jest miłość, dom i rodzina. Odnajdują ukochaną osobę i szczęśliwie przeżywają z nią całe swoje życie. Dla innych liczy się kariera i pieniądze, a miłość kojarzą wyłącznie z fizyczną przyjemnością. Sprawa indywidualna… Osobiście uważam, że człowiek jest wartościowy tylko wtedy, gdy przeżywa swoje życie godnie i uczciwie. Bywa, że ludzie gubią moralność, kradną, oszukują, zdradzają… Zapominają o życzliwości wobec drugiego człowieka, stają się coraz większymi egoistami, pozbawieni kultury i charakteru nie potrafią dotrzymać danego słowa, idą tam gdzie zyskują… Dla mnie to ludzie z osobowością “wydmuszki”, bez przysłowiowych “jaj”. Ich życie polega głównie na egzystencji, konsumpcji i szukaniu profitów… Na szczęście dla budo, do dziś przetrwały i ciągle prężnie działają różne tradycyjne szkoły i style walki. Przewodzą im mistrzowie, którzy poświęcili się ciężkiemu treningowi, mają pozytywne emocje, cenią przekaz i szanują ludzi. To szkoły z klimatem reigi, gdzie zajęciom towarzyszą filozofia i symbolika budo. Warto szukać takich miejsc, gdzie w sztuce walki widzi się dużo więcej niż zysk i samoobronę. Filozofia budo zawiera ogromny potencjał, który można i trzeba wykorzystać dla rozwoju kreatywnej osobowości. Aikido to nie tylko “wykręcanie” rąk i zabieranie gruntu spod nóg. To również etyczny motor, który jest w stanie pozytywnie rozpędzić ego, wzmóc motywację do pracy nad sobą, pomóc w odnalezieniu uniwersalnych wartości, kształtować silny charakter i zdobywać życiową mądrość.
Trochę odjechałem od tematu… Wracam więc do sedna, którym są elementy japońskiej filozofii i tradycji w sztuce aikido. Od zawsze kształtowały one społeczeństwo japońskie i tym samym etykietę aikido tj. kulturę, zasady i prawa panujące w dojo. W dużej mierze nawiązują one do tradycji i japońskiego życia społecznego (opartego na porządku, postępowaniu zgodnym z prawami natury, relacji pełnej honoru i szacunku, obowiązku “giri” tj. długu wdzięczności). Wszędzie, gdzie życie toczy się w grupie społecznej, wymagane jest przystosowanie, hierarchia i współdziałanie. Jednak zagadnienie etykiety nabiera szczególnego wymiaru w Japonii. W dalszej części artykułu będzie mowa o najistotniejszych aspektach mentalnej strony aikido. Definiują je dalekowschodnie terminy, które równolegle wplatają się w praktykę taktyki obronnej i niektóre elementy techniki aikido. Temat jest obszerny i dość zawiły, więc przedstawiam go w zarysie. Wybrałem kilka najistotniejszych “życiowo” symboli sztuki harmonii i równowagi. Zdaję sobie sprawę, że tekst nie należy do lekkich, ale stawiam na ciekawość czytelnika…
Kamae – czujność i równowaga
Kamae to fundament sztuki aikido. Ten kto oglądał pokaz aikido zauważył zapewne jak elegancko i bez utraty równowagi poruszał się mistrz. Etiologia uzasadnia to tym, że walka z bronią zmuszała do wzmożonej czujności tzw. “zanshin” i przyjęcia bardziej korzystnej, dynamicznej “wysokiej” pozycji. Ale nie tylko. Kamae miała i ma wymiar mentalny i filozoficzny. Wyraża potrzeby i umiejętności m.in.: koncentracji, kontroli sytuacji i w ogóle stabilności psycho-fizycznej. W aikido pojęcie równowagi to nie tylko przygotowanie motoryczne ciała i zdolność czucia proprioceptywnego, to przede wszystkim umiejętność uzyskania wewnętrznego spokoju i kontrola swoich emocji. To tzw. “mushin” czyli pustka w umyśle, ale z jednoczesnym buforem gotowości do działania. Chyba każdy wie, jak ważnym aspektem życia jest psychiczne opanowanie. Kontrola emocji to umiejętność, która pozwala racjonalnie dostosować się do sytuacji i dobrać właściwe działanie. Spróbuję wyjaśnić to na przykładzie spoza budo. Znane są różne heroiczne wyczyny. Przykładem mogą być piloci, którzy w ekstremalnych warunkach np. nieuchronnej katastrofy potrafią zachować racjonalne myślenie. Okazuje się, że tysiące godzin spędzonych na symulatorach i w powietrzu, tysiące różnych psychologicznych ćwiczeń i zadań w ekstremalnie trudnym momencie pozwalają logicznie myśleć i optymalnie działać, czyli w rezultacie np. bezpiecznie posadzić samolot na lądzie. Do tego właśnie dąży się w budo. Podobnej skuteczności należałoby szukać w uprawianiu sztuk walki. Na macie nie walczymy o życie, ale z odpowiednim nastawieniem do treningu możemy ukształtować racjonalną osobowość i odporną psychikę, która pozwoli nam ten jeden raz w życiu właściwie wybrać, czy właściwie reagować na zagrożenie i uratować np. cenne zdrowie. Stąd też w środowisku sztuk walki panuje przekonanie, że mentalne zasady, a między nimi umiejętność kamae kształtuje osobowość każdego adepta. Umysł i ciało bodźcowane tysiącami ćwiczeń i systematycznym wysiłkiem przechodzą jakościowe zmiany, które mogą być narzędziem dla optymalnej reakcji. Inaczej mówiąc na macie uczymy się tego co wesprze nas w trudnych sytuacjach życia. Poza kamae spotkamy kilka innych japońskich terminów m.in.: hara, seika tanden, shikaku, toma, kuzushi, ukemi… Im też należy się kilka słów. Hara i seika tanden nawiązują do utrzymania równowagi. Shikaku i toma wskazują na potrzebę zajęcia bezpiecznego miejsca. Kuzushi jest stanem utraty kontroli ciała i ducha. Ukemi natomiast to sztuka harmonii i przede wszystkim trudna umiejętność asystowania wymagająca znajomości różnych metod przyjęcia ciałem techniki obronnej. Ukemi to również sztuka pokory, zdolność do akceptacji utraty równowagi własnego ciała. Ale, po kolei. Hara to termin anatomiczny – okolica podbrzusza. Bardziej precyzyjne określenie tego miejsca definiowane jest jako punkt tzw. seika tanden. “Zachód” zamiennie używa określenia “centrum”. Najogólniej wszystkie wymienione terminy wskazują na to samo miejsce, będące środkiem ciężkości ciała człowieka. Pamiętajmy jednak, że aikido pochodzi z Japonii, stąd pojęcie centrum zawiera również orientalne znaczenie. Spróbuję je wyjaśnić. Otóż dla człowieka z “zachodu” serce – jako symbol – kojarzone jest z emocjami, miłością i życiodajnym motorem. Natomiast po wschodniej stronie globu to nie serce, lecz hara przyjmuje tę rolę. Myśląc po japońsku… to w centrum jest ośrodek, który napędza człowieka i generuje energię do życia. Siłę do działania daje więc kontrola i utrzymanie równowagi tego miejsca. Niemniej jednak trudno to dosłownie interpretować i bez wątpienia może wydawać się to co najmniej dziwne. Następnym, wspomnianym wcześniej terminem jest shikaku. To nic innego jak bezpieczna przestrzeń, miejsce z którego możemy skutecznie działać. Dosłowne tłumaczenie shikaku oznacza cztery kąty. W technikach aikido to taktyczne ustawienie się względem atakującego. Zazwyczaj polega na zajęciu czworokątnego pola, którego wierzchołki tworzą stopy obu stron “konfliktu”. W prostym rozumieniu istotą shikaku jest ustawienie się tak do atakującego, żeby pozbawić go możliwości ofensywnych działań np. za jego plecami. Filozoficznie dzięki shikaku otrzymujemy czas i przestrzeń do kontynuowania obrony. Skuteczność tej taktyki mierzyć można mentalnym poziomem zapobiegania lub rozwiązywania problemów. Podobne znaczenie ma zachowanie bezpiecznego dystansu. Zasada jest oczywista. Im dalej od zagrożenia atakiem, tym lepiej. W sztukach walki dystans, który nie pozwala skutecznie zrealizować ataku nazywany jest “to ma”. Według zasad filozofii aikido, walka jest ostatecznością i należy więc dążyć do pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu. To ma skutecznie powstrzymuje walkę. Chyba nie trzeba nic dodawać w tej kwestii… Utrata równowagi to kuzushi (dosłownie oznacza wychylenie), czego skutkiem jest ukemi (sztuka kontrolowanego upadku). Większość technik aikido polega na pozbawieniu równowagi, wykonaniu bolesnej dźwigni stawowej, obaleniu lub rzucie atakującego na matę. W każdej technice aikido ćwiczący odgrywają dwie różne role – tori i uke. Celem jest wygenerowanie “konfliktu”. W prostym rozumieniu – tori to aikidoka, który broni się używając technik aikido w celu obezwładnienia atakującego, czyli uke. W rzeczywistości będąc uke bardziej stajemy się asystentem, niż agresorem. Ukemi to trudna sztuka. Na gruncie życiowym oznacza zaakceptowanie problemu i podjęcie prób rozwiązania go. Mentalne znaczenie ukemi można więc spuentować prosto – znalezienie się w trudnej sytuacji powinno skutkować działaniem.
Katsu hayabi – sztuka wyczuwania zagrożenia
Istotą każdego treningu sztuk walki jest wyrobienie w sobie automatycznej reakcji na zagrożenie. Katsu hayabi to kolejny walor sztuki aikido. Jest odpowiedzią na zagadnienia typu: jak nie dać się zaskoczyć, jak przewidzieć i wyprzedzić agresywne zamiary oponenta. Filozoficznie to bystrość umysłu pozwalająca kontrolować problem zanim jeszcze rozwinie się i zamieni w konflikt. W technikach aikido to wyjątkowa czujność i reakcja, która nie dopuszcza do walki. Katsu hayabi występuje tylko raz, wyłącznie tuż przed atakiem. Najwybitniejsi mistrzowie potrafią tę “sztuczkę”. Nie czuję się kompetentny by zdefiniować tę umiejętność. Na pewno na poziomie mistrzowskim wybór i wykonanie techniki z katsu hayabi odbywa się poza procesami myślenia. Początek obrony ma cechy tzw. todome – dosłownie oznaczające koniec walki. Poza zaskoczeniem uke tzw. itsuku, cechuje je precyzja, która ma przewagę nad siłą fizyczną i skuteczność, która wynika z zaskoczenia. Wszystko odbywa się w głowie. Doskonałość tej reakcji obrazowana jest w filmach Akiro Kurosawy – wybitnego japońskiego reżysera. Odsyłam więc do dziesiątej muzy i gorąco zachęcam do obejrzenia tych scen.
Shouchikubai i kokyu – siły natury wspierające witalność ki
Twórca aikido, mistrz Morihei Ueshiba przez całe swoje życie miłował się w przyrodzie. Nie obce było mu rolnictwo i uprawa roślin. Nie wynaturzał człowieka, lecz przewrotnie traktował go jako nieodłączną jej część. Stąd też w filozofii, jak i technikach aikido znajdziemy wiele porównań z siłami i dobrodziejstwem natury. Warto wspomnieć o shouchikubai tzw. trzech przyjaciołach. Należą do nich: śliwka (ume), sosna (matsu) i bambus (take). Shouchikubai to japońska koncepcja filozoficzna, odwołanie do zjawisk i warunków przyrody, które towarzyszą wegetacji tych roślin. Wśród Japończyków idea shouchikubai napawa optymizmem i dodaje inspiracji do działania w trudnych sytuacjach życia. Działa jak talizman, bo jest symbolem szczęścia. W aikido „trzej przyjaciele” to czysta metafizyka, która ma motywować adeptów do pobudzenia odwagi i woli walki. To spersonifikowane zjawiska natury. Ich tłem jest wspomniana skuteczność radzenia sobie roślin w zależności od warunków pogodowych i pór roku. W aikido shouchikubai ma znaczenie mentalne. Wskazuje drogę w ciężkich życiowych sytuacjach oraz tworzy taktyczną bazę dla zasad defensywy w kumi tachi tj. w konfrontacji na miecze. W skrócie spróbuję to wyjaśnić. I tak, w przypadku śliwy wegetacja ma charakter cykliczny. Śliwa szybko kwitnie (nawet w trudnych warunkach wczesnej wiosny, kiedy leży jeszcze śnieg), szybko rodzi owoc i po czym przed zimą kończy swoją “aktywność”, aby na wiosnę ponownie odrodzić się na nowo. W aikido przywołuje to zasadę tzw. ume no tachi. W filozofii budo w momencie pojawienia się kłopotów będzie nastrajać do optymizmu, wiary w lepsze jutro. Wskazuje również o naturalnym cyklu pór roku (dla nas lepszych i gorszych chwil) oraz możliwości odbudowy utraconej energii… Sosna może “pochwalić się” stałą energią, bez względu na pory roku, nie zrzuca igieł i jest cały czas zielona. Jej wegetacja utrzymuje się przez cały rok. W aikido znajduje swój odpowiednik w tzw. matsu no tachi. Mentalnie to symbol obrazujący stałą energię, którą można wykorzystać w każdym momencie życia… Trzeci, bambus. Jest symbolem wytrzymałości i elastyczności. Jego budowa pozwala przetrwać np. destrukcyjne huragany. Bambus nie stawia oporu, jest elastyczny i odporny na zginanie. Odpowiada trzeciej zasadzie kumi tachi tzw. take no tachi. W filozofii aikido jest symbolem harmonijnego wykorzystania sił, które mogłyby nas zniszczyć w przypadku stawiania im oporu. Bambus to również życiowa siła i wytrzymałość, cechy potrzebne człowiekowi do pokonania różnych przeciwieństw losu.
Jak widać japońskie sztuki walki na kilku płaszczyznach ukierunkowują swoich adeptów na samodoskonalenie. Oczywiste jest, że człowiek sprawny fizycznie i pozbawiony psychicznych blokad dysponuje dużo większym potencjałem do działania. Stąd w aikido kładzie się duży nacisk na indywidualną pracę. Celem jest nie tylko osiągnięcie mistrzowskiego poziomu w technikach obronnych, ale również odkrywanie i okiełznanie sił, które drzemią w człowieku. Jak widać bufor potencjalnych możliwości kształtowany jest różnymi sposobami. Poza metafizycznym wsparciem shouchikubai, wymienić należy inne, te praktyczne. Do najważniejszych należą m.in. statyczne metody pracy, które z reguły pozbawione są wysiłku fizycznego np. medytacja i ćwiczenia z gimnastyki aikitaiso oraz dynamiczne tzw. kokyu waza. Te ostatnie to specyficzne “miękkie” techniki, w których ważną rolę pełni ruch i energia uke. Nazwa kokyu pochodzi od dążenia tori do utrzymania naturalności oddechu i swobody ruchu. Jakiekolwiek metody samodoskonalenia ukierunkowane są na realizację wspólnego celu. To zjednoczenie stanu ciała z umysłem i uwolnienie tajemniczej, wewnętrznej energii tzw. ki. W przypadku aikido to cel sam w sobie, sensu stricto. Wpisany jest on nawet w nazwę “aikido”, którą można tłumaczyć jako drogę aiki, czyli metodę poszukiwania i kontrolowania energii. Na Dalekim Wschodzie ki jest czymś oczywistym, stanem umysłu. Światopogląd sprawia, że każdy japończyk wie o istnieniu tej energii. Dla zachodu dziwactwem jest wiara w to czego nie można “dotknąć”, uzasadnić naukowo. No ale zaraz, hola-hola mamy też podobne myślenie, choć na co dzień raczej nie zastanawiamy się nad tym. Proszę zwrócić uwagę, że nie dyskutujemy np. o istnieniu czasu. Wiem, że to trywialne porównanie. Nie mniej jednak my również posługujemy pojęciem pozamaterialnym. Nikt go nie widział, bo nie ma żadnej postaci i materii, ale każdy ma świadomość jego istnienia i upływu… Co więcej nie ma go do czego porównać, jest jedyny w swoim rodzaju. Z ki jest podobnie, choć porównać daje się do stanu witalnego człowieka. Zachód niechętnie poszukuje tej energii. Niechętnie również sięga do naturalnych metod wspierających organizm. Na naturalne i czasochłonne sposoby zapobiegania różnym schorzeniom organizmu nie ma ani miejsca, ani cierpliwości. Styl życia i “wsparcie” koncernów farmaceutycznych robią swoją robotę. Na szczęście aikido może pochwalić się ogromnym zasobem metod, które pozwalają zajrzeć do swojego wnętrza, odkryć nieznany potencjał i dodatkowe możliwości. Jedną z ważniejszych metod dla poznania ki jest wspomniane wcześniej kokyu. To nic innego niż oddychanie. Prozaiczna odruchowa czynność organizmu, cykliczny proces fizjologiczny. Oddychamy i już. Co więcej jest w tej naturalnej czynności? Okazuje się, że sporo. Wiele korzyści zdrowotnych można osiągnąć poddając się różnym zabiegom medytacyjno-oddechowym. Przykładów jest wiele. Chociażby, właściwe tzw. “głębokie” przeponowe oddychanie może redukować stres i pozytywnie wpływać na jakość życia psychicznego. Zapytam ilu psychoterapeutów zaleci swoim pacjentom tę drogę walki ze stresem? Raczej niewielu, bo tabletki są bardziej skuteczne i nie trzeba wysilać się jakimiś dziwnymi, czasochłonnymi ćwiczeniami. Poza tym oddychanie ćwiczą w wielu dziedzinach m.in w sporcie, biznesie, ćwiczą je prezenterzy TV, politycy, muzycy, żołnierze… najogólniej wszędzie tam gdzie stres zabiera wiedzę i umiejętności.
I na zakończenie tego fragmentu… Do refleksji zacytuję słowa wybitnego mistrza aikido – Giampietro Savegnago. Słowa o roli kokyu w życiu człowieka: “Sztuce aikido towarzyszą cztery formy energii: ziemia, woda, powietrze i ogień. Podczas narodzin wdech powietrza jest pierwszą formą energii. Oddech – kokyū – nieustannie towarzyszy życiu. Wydech jest ostatnią formą energii. Aikidoka to artysta, który potrafi łączyć naturę ruchu z naturą oddychania”.
Reigi i hakama – symbolika respektu i zasad moralnych
Praktyce w dojo – poza przekazaniem umiejętności walki – towarzyszą elementy japońskiej kultury i feudalnej tradycji “dobrego zachowania” tzw. reigi. Adepci sztuk walki potocznie określają te behawioralne normy jako etykietę dojo. W dużej części tworzą ją surowe prawa i obowiązki pochodzące tzw. bushido, czyli z kodeksu samuraja. Japońscy wojownicy mieli wrodzoną godność i pozycję społeczną. Ich świat wewnętrzny wypełniał porządek moralny, a przyroda i przestrzeganie praw natury były dla nich najważniejszym źródłem inspiracji i rozwoju. Wartości przetrwały do dziś w sztukach walki. Jako pierwsze dostrzegane są te typowo praktyczne. Z etykietą kojarzą się przede wszystkim: przestrzeganie systematyczności i punktualności na zajęciach, gesty uprzejmości i szacunku oraz zachowania typowe dla kultury japońskiej. Respektowanie tej mentalnej praktyki ma jednak bardziej górnolotny cel. Parę słów jak należy ją rozumieć. W pierwszej kolejności, etykieta obowiązuje wszystkich zarówno nauczyciela, jak i uczniów. Nie jest tak, że na sali jest “guru” i jego “poddani”. Relacjom wszystkich praktykujących przyświeca idea współpracy, wspierania się, wzajemnego szacunku, bycia lepszym człowiekiem oraz dążenie do ciągłego rozwoju i co ważne, nie tylko w sztukach walki. Spotkałem się już w różnymi negatywnymi opiniami m.in. posądzającymi szkoły walki o sekciarstwo, czy o brak patriotyzmu i kopiowania tego co “nie nasze”, niepolskie… Padały już głosy, typu: “Przecież mamy swoje tradycje”. Jasna sprawa. Pielęgnujmy nasze rodzime wartości. Nikt nie zamierza zniszczyć polskiej kultury. Uważam jednak, że wszystko co może służyć wspieraniu człowieka powinno mieć rację bytu. Bez względu na to czy pochodzi z Polski, Ameryki, Azji, czy z Księżyca. Więc nie-polskie, ale jednak kreatywne i bardzo wartościowe. Wiele dobrego niesie za sobą reigi. Chociażby “dobre zachowanie” nakazane przez prawa, obowiązki i zasady kształtuje postawy moralne, mądrość i charakter. Poza tym respektowanie zasad panujących dojo wzmaga szacunek do człowieka i pracy. Reigi to również skuteczne narzędzie do organizacji treningu. Utrzymuje dyscyplinę i efektywną grupową organizację pracy. Rzadko gdzie można spotkać tak skuteczną metodykę i sprawną organizację treningu.
Częścią etykiety jest również tradycyjny japoński strój. Składa się on z białego kimona i zazwyczaj czarnych lub granatowych hakama. Skupię się na hakama, których krój ukrywa w sobie pewne symbole. To element stroju bardzo charakterystyczny dla sztuki aikido. Najogólniej to szerokie, tradycyjne spodnie, noszone przez mistrzów i starszych uczniów. Od wieków w kulturze japońskiej utrzymuje się ich symboliczne znaczenie. Wieki temu spodnie miały praktyczne zastosowanie np. chroniły skórę nóg przed otarciem podczas jazdy konnej. Z czasem przekształciły się w element mody, tj. ubioru dla elitarnych warstw społecznych. Noszone były przez wojowników, specjalizujących się w różnych stylach walki. Dzisiaj w Japonii nadal spotkamy hakamę. Najczęściej jako ceremonialny strój, zakładany m.in. na ważne uroczystości. W aikido – podobnie jak czarny pas dla karateki lub judoki – są symbolem osiągnięcia kolejnego etapu na drodze rozwoju umiejętności. Zakładając hakama adept otrzymuje mandat, zobowiązanie do przestrzegania ukrytych w plisach wartości i zasad budo. Ujęte są one w tzw. siedem cnót. Należą do nich: yuu (odwaga i męstwo), jin (uczynność, dobroć i współczucie), gi (prawość i sprawiedliwość), rei (szacunek i życzliwość), makoto (prawda i uczciwość), meiyo (honor) oraz chuugi (lojalność i wierność).
Do i michi – zaufanie do przekazu
Termin budo i japońskie sztuki walki takie jak: judo, kyudo, iaido, jodo, karatedo, aikido czy kendo zawierają w swojej nazwie słowo do. W szerokim rozumieniu do oznacza drogę danego stylu, czy metody walki. W filozofii budo to proces poznania i rozwoju człowieka poprzez przekaz sztuki walki. Podobnie jest z terminem michi, który dosłownie oznacza “drogę po życiu”. W środowisku budo uważa się, że rozpoczynając treningi, wchodząc do dojo wkraczamy jednocześnie na tę symboliczną drogę. Jest ona długa i pełna zakrętów. Innymi słowy każda praktyka wymaga celu, którego osiągnięcie możliwe jest poprzez systematyczną pracę i przy zachowaniu dużej pokory i cierpliwości. Proces jest bardzo długi. Wybitni mistrzowie z kilkudziesięcioletnim stażem, nie zatrzymują się i wciąż doskonalą swoją sztukę. Aikido należy do trudnej formy aktywności i to pod wieloma względami. Poprzeczka ustawiona jest wysoko, począwszy od ukształtowania cech motoryki i sprawności ciała, a skończywszy na poziomie moralności i prawości… O ile motorykę można ukształtować sumiennym treningiem, o tyle trudniej jest znaleźć szkołę z przekazem, kompetentnego nauczyciela i co ważne z autorytetem mistrza. A to właśnie nauczyciel i przekaz jego szkoły jest sednem znaczenia michi i szlifowania charakteru. Według mnie szkoła sztuki walki musi mieć przekaz i tradycję tzw. ryu, a nauczyciel-mistrz musi mieć autorytet. Autorytet budzący szacunek, a nie strach. Ryu zapewniające rozwój, a nie zyski. Co więcej autorytet mistrza powinien “świecić” nie tylko w dojo, ale przede wszystkim poza nim. No i znowu muszę nawiązać do smutnej części mojego artykułu. Szacunek do mistrza i współćwiczących, podążanie za celem, nieustępliwość w realizacji celu musi być wypadkową realnych wartości. Mam wrażenie, że niektórzy instruktorzy wykorzystują reigi w niewłaściwy sposób. Wychodzą z założenia, że etykieta jest dla uczniów, a sami są poza nią… Pycha zabija sztukę walki i wartości budo. Olewają symbolikę i reigi. Chociażby nie potrafią, czy nie chcą np. odkłonić się uczniowi kłaniającemu się w podziękowaniu za rozmowę. To małe, ale wymowne gesty!
Drogi czytelniku mam nadzieję, że udało Ci się dobrnąć do końca tego artykułu. Jeśli tak to czas na podsumowanie. Symbolika i filozofia przewija się właściwie w każdej dziedzinie sztuki, i występuje nie tylko szkołach walki. Mimo, że symbol ma ikoniczne znaczenie, to towarzysząc treningowi nabiera przydatności. Przypomina, nakazuje i pozwala utożsamić się z wartościami. Na początku praktyki sztuki walki japońska symbolika i filozofia dodają egzotyki do treningów w dojo. Jednak z czasem pozwalają głębiej poznać i zrozumieć sensowność budo i bycia dobrym człowiekiem. Symbolikę i filozofię można odnaleźć na różnych płaszczyznach aikido. Wspominałem o filozofii życia, oddechu i kamae, poprzez czystość intencji przejawiającej się traktowaniem na poważnie treningu, szacunku do współćwiczących i pragnienia przyswajania sztuki, do czystego niezmąconego umysłu, opanowania. Wspomniałem również o wartościach, szacunku do sztuki i człowieka do człowieka, symbolice hakama. Pamiętajmy jednak, że nic by nie znaczyło to wszystko bez tradycji. Od niej zależy siła przekazu i rozwój sztuki.

